Bikepacking Wales

Rwy’n caru Cymru!

 

All good things come to an end eventually, like it or not. For me the time has come to leave the place where I’ve spent more than two (great) years of my life. I will definitely miss those incredible landscapes, sea, mountains, fresh seafood. On the other hand you wont see me looking back when another downpour will be waving his goodbyes to me…
Since on a couple of occasions I could enjoy myself cycling through Wales I’ve decided to share my thoughts on all the goodness Wales has to offer to a cyclist.This is by no means a full guide but rather a bunch of basics to help you start planning your Welsh adventure now. Let’s start with the obvious…

WEATHER
A Welsh cyclist’s main adversary. Although there are no, or just few, weather extremes and the temperature rarely drops below 10 degrees Celsius, the amount of precipitation, its unpredictable and stubborn nature, can easily discourage from attempting a short ride and turn a long one into a damp misery if not properly prepared – rain can last for several days no end.
The driest part of the year is between April and July, where June seems to see to most rainfall. Last year, while cycling the Welsh Spine we felt that all too well – but this was the wettest June in years… tough luck!
Source: MetOffice
From my personal observation Mai and July seem to be the best months to visit Wales. Above rainfall graphs back this up.
But don’t be fooled, when bikepacking Wales you should definitely think about rain protection.
The summer is very mild and if you get fair weather you’ll have a blast cycling. The temperatures are in low twenties (Celsius) and ideal for bikepacking. Not to cold, not to hot and with a breeze cooling you off California is just around the corner ;-)
You can read in depth about the Welsh climate on the MetOffice pages, that’s also the best place for finding your local weather forecast!
TRAILS AND ROUTES
Dla rowerzysty planującego jazdę wyłącznie po asfalcie Walia oferuje dobrze oznakowane trasy rowerowe w ramach sieci National Cycle Network obsługiwanej przez Sustrans.
Większość tras NCN, które miałem przyjemność przepedałować w Walii prowadziła  wzdłuż cichych bocznych dróg, gdzie tylko z rzadka jest się mijanym przez czterokołowce, a nawet przez ścieżki wolne od ruchu samochodowego. W przypadku, gdy trasa zbacza z asfaltu nawierzchnią zazwyczaj jest dobrze utrzymany szuter, z którym każdy sakwiarz bez problemu sobie poradzi. Notabene sieć NCN oplata całe Zjednoczone Królestwo i jest dobrym miejscem na wstępne planowanie wypadu w te rejony.
Jedynym zgrzytem, który przeszkadzał mi w trasach NCN były nie do końca przemyślane szlabany, śluzy, bramy i różnego rodzaju przeszkody. Wielokrotnie uprzykrzały mi życie zmuszając do ekwilibrystyki przy ich pokonywaniu – nic przyjemnego z obładowanym rowerem.
Podczas pierwszego sakwiarskiego wyjazdu po asfalcie korzystałem z map wydawnictwa Goldeneye. Mapy są laminowane, wytrzymałe i dzięki sporej skali dają dobry przegląd szlaków NCN. Sam Sustrans ma bogatą ofertę przewodników i map (w tym darmowych broszur), którą warto przejżeć przy planowaniu – tych jednak nie używałem i nie skomentuję.
Jak jednak wygląda sprawa, jeśli chcemy zboczyć z ubitej ścieżki i poznać Walię niejako od kuchni?
Tutaj sprawy nieco się komplikują, a to za sprawą regulacji prawnych określających gdzie wolno nam poruszać się rowerem, a gdzie jest to zakazane. Sprawie nie pomaga również brak informacji na temat długodystansowych szlaków przełajowych prowadzących przez Walijskie góry. To jednak powoli się zmienia dzięki grupie fascynatów zebranych wokół forum bikepackingowego Bear Bones Bikepacking 
W przypadku przełajowej jazdy rowerem, wolno nam poruszać się głownie po tzw. Bridleways, które są niczym innym jak szlakami konnymi. Rowerzysta na tych szlakach ma obowiązek ustąpienia pierwszeństwa zarówno pieszym jak i osobom poruszającym się konno.
W dużym skrócie podział ścieżek przełajowych na mapach topo Ordnance Survey wygląda następująco:
Źródło: Ordnance Survey
Rowerzyście wolno poruszać się na każdej z powyższych ścieżek za wyjątkiem ścieżki pieszej “Footpath”. Warto zaznaczyć, iż ścieżki często przebiegają przez teren prywatny, niejednokrotnie przez farmy czy pastwiska – należy bezwzględnie zamykać za sobą wszelkie bramy i furtki, aby uniemożliwić zwierzynie ucieczkę.
Z pełną legendą map OS można zapoznać się TUTAJ.
Niestety, udostępnienie szlaku rowerom nie oznacza automatycznie, iż w 100% do tego się nadaje. Warto wcześniej sprawdzić czy będziemy poruszać się po utwardzonej nawierzchni czy np. przez wrzosowiskach, gdyż te nawet po kilku dniach ładnej pogody pozostają podmokłe.
Tak można skończyć poruszając się po Bridleway.
W przypadku wkraczania w góry najlepiej korzystać jest z map topograficznych Ordnance Survey. Dostępne są dwa typy map: OS Landranger o skali 1:50 000 oraz OS Explorer o skali 1:25 000. Na potrzeby rowerowe mapy Landranger są w zupełności wystarczające. Można z nich skorzystać online, bez rzadnych opłat w ramach serwisu BikeHike, oferującego również wyznaczanie śladów GPS na podstawie tychże map i zdjęć satelitarnych google – jest to zdecydowanie najlepszy przyjaciel brytyjskiego bikepackera. Przy planowaniu lepiej dobrze zwrócić uwagę jak ślad na mapie topograficznej ma się do zdjęcia satelitarnego. Walijskie szlaki mają tendencję do niespodziewanego znikania i pozostawienia nas pośrodku wrzosowiska.
Dodatkowo można skorzystać z dobrodziejstw parków MTB, których w Walii jest naprawdę sporo, a do tego mogą pochwalić się świetnie przygotowanymi trasami o zróżnicowanych stopniach trudności. Każda taka trasa jest pętlą, jednak wycieczkę warto zaplanować tak, aby chociaż zahaczyć o krótki odcinek którejś z nich – naprawdę warto. Należy jedynie wziąć pod uwagę własne umiejętności i stopień obładowania roweru – niektóre z pętli są naprawdę trudne.
Poszukiwania ewentualnych tras MTB warto zacząć od strony MBWales. Obowiązkową pozycją jest również strona Briana i Charlotte bardzo bogato dokumentująca szlaki za pomocą zdjęć, map oraz śladów GPS.
W przypadku tras A-B istnieje takich kilka, jednak w głównej mierze nie są oznakowane i konieczne staje się posiłkowanie śladem GPS. Do najbardziej znanych należą:
  • Trans Cambrian ITT – szlak biegnący przez Walię środkową ze wschodu na zachód,
  • Wales Coast to Coast  – umowna trasa ocierająca się o pradawny trakt Sarn Helen,
  • Bear Bones 200 – raczej wydarzenie niż szlak, chociaż śladem “dwusetki” podążać można.
Gwoli ścisłości, podczas wyprawki przez Walijskie Grzbiety podążaliśmy właśnie śladem Wales Coast to Coast, dokonując po drodze niewielkich zmian.
Walię najlepiej podziwiać z dala od asfaltu.

ZAPASY

Trasę przełajową można bez większych problemów zaplanować tak, aby co kilkadziesiąt kilometrów przejeżdżać przez jakąś miejscowość. W każdej znajdzie się sklep spożywczy, warto mieć przy sobie gotówkę, gdyż w mniejszych wioskach może nie być możliwości zapłaty kartą. Dodatkowo łatwo trafić jest na knajpy oferujące ciepłe jedzenie – chociaż te otwarte są zazwyczaj od 17. Woda jest wszechobecna, chociaż w przypadku górskich źródeł lepiej być ostrożnym skąd czerpie się wodę, a to za sprawą zwierząt (żywych i martwych). W niższych partiach dochodzi do tego zanieczyszczenie wód gruntowych nawozami z pól.

Jak widać nie ma potrzeby wożenia ze sobą dużych zapasów co przy poruszaniu się w górskim terenie nie jest bez znaczenia.

NOCLEG

Prawo Walijskie nie jest tak liberalne jak w Szkocji i np. biwakowanie na dziko nie jest tutaj zezwolone. Z własnej praktyki jednak mogę powiedzieć, że nikt nie powinien robić problemów, gdy rozbijemy się w zacisznym miejscu i zachowamy spokój. Pamiętajmy tylko o pozostawieniu obozowiska w stanie w jakim je znaleźliśmy. Walia odwdzięczy się nam przepięknymi widokami, niech tak zostanie.
Damian również nie miał żadnych problemów z nocowaniem na dziko podczas całego pobytu w Wielkiej Brytanii, a nocował zdecydowanie bliżej cywilizacji niż to jest możliwe w górach.
Inną opcją na darmowe noclegi jest korzystanie z sieci bezobsługowych schronisk górskich Mountain Bothies Association. W Walii nie ma ich co prawda zbyt wiele, jednak stanowią ciekawą alternatywę, a w przypadku załamania pogody niemalże ratunek. Nie oferują może luksusowych warunków, jednak jest w nich sucho i często zdarzają się w nich kozy – można w nich napalić, a tym samym ogrzać się czy podsuszyć ubrania. Niestety może zdarzyć się, że akurat schronisko będzie pełne i skorzystanie z jego wygód nie będzie możliwe. Dla większych grup istnieje możliwość wcześniejszej rezerwacji całego schroniska na określoną datę.
Dla osób poruszających się głównie po asfalcie oczywistą opcją są pola campingowe. Ich cena oraz dostępność jest bardzo różna w poszczególnych częściach Walii. Zdecydowanie najłatwiej jest znaleźć pole namiotowe jadąc wzdłuż wybrzeża lub w pobliżu parków narodowych. W głębi kraju campingi są nieliczne i sporo od siebie oddalone, więc lepiej jest z góry zaplanować gdzie warto zakończyć dzień.
Za każdym razem, gdy korzystałem z pól campingowych standard był co najmniej znośny, nie spotkałem się z brakiem dostępu do gorącego prysznica. Raz nawet miałem okazję słuchać muzyki klasycznej pod prysznicem na świetnym campingu Trawsdir. Jednak obecnie tamtejsze ceny mocno ruszyły w górę i chyba lepiej odłożyć pieniądze na wizytę w filharmonii.

Na południowo wschodnim wybrzeżu Pembrokeshire nie mieliśmy najmniejszych problemów ze znalezieniem pola namiotowego, a ceny były względnie przystępne – płaciliśmy około 7 funtów za namiot dwu osobowy.

W Walii środkowej campingi nieco się rozrzedziły, jednak ceny nadal pozostały na normalnym poziomie i rzadko kiedy przekroczyliśmy 10 funtów za noc. Przy przejeżdżaniu Walii środkowej w w głębi kraju, ciężko o camping.
Zdecydowanie najgorzej było w Walii północnej, jednak i tutaj z odpowiednią mapą i przy odrobinie wysiłku znajdzie się fajne pole namiotowe w przystępnej cenie.
Widok z namiotu na zatokę Whitesands Bay w Pembrokeshire.
Najgorszy camping trafił mi się nieopodal Borth, zapłaciłem grube kilkanaście funtów i byłem zagnieżdżony między stacjonarnymi kamperami. Krótko po zameldowaniu się, nieopodal campingu znalazłem świetne miejsce na plaży… niestety za późno. Nie powiem jednak, żeby po całym dniu jazdy w deszczu nie cieszył mnie dostęp do gorącego prysznica.
Prócz powyższych opcji w większości miasteczek funkcjonują pensjonaty Bed&Breakfast, chociaż osobiście nigdy z nich nie korzystałem. Może to być dobra opcja w przypadku załamania pogody.
PODSUMOWANIE

Walia, mimo iż stosunkowo mało popularna jako cel podróży, ma sporo do zaoferowania turyście podróżującemu na dwóch kółkach. Nie znajdziemy tutaj wielkich atrakcji, nie będzie Big Bena, Stonehenge ani muzeum figur woskowych. To co znajdziemy to spokoje asfalty, urokliwe miasteczka, przepiękne wybrzeże Walii południowo-wschodniej oraz niesamowite pasmo gór kambryjskich przecinające cały kraj. Słowem spokój.
Każdej z tych rzeczy można doświadczyć korzystając z asfaltowych tras sieci NCN. Osobiście uważam jednak, iż  nie wjeżdżając głębiej w tutejsze góry sporo traci się z uroku Walii. Rowerzysta, który zainwestuje dodatkowy czas na zaplanowanie trasy przełajowej oraz jest gotowy  poświęcić trochę komfortu na rzecz lżejszego bagażu zostanie sowicie wynagrodzony w postaci przepięknych krajobrazów i frajdy płynącej z czystej górskiej jazdy na rowerze. Bez pracy nie ma kołaczy.

PRZYDATNE INFORMACJE
Traveline Cymru – transport publiczny
MetOffice – prognoza pogody dla terenów górskich
BikeHike – mapy topo, narzędzie do planowania tras
Mountain Bothies Assiociation – lokalizacja schronisk MBA
Bear Bones Bikepacking  – forum brytyjskiego bikepackingu
MBWales – walijskie ośrodki kolarstwa górskiego z przygotowanymi trasamiSklepy i warsztaty rowerowe zdarzają się w każdej większej miejscowości, niemniej jednak podróżując przełajowo należy mieć ze sobą części zapasowe i zestaw naprawczy, które pozwolą nam przejechać (do kilkudziesieciu kilometrów) do najbliższej cywilizacji. Warto zainwestować w dobre i wytrzymałe opony mtb.

Ceny produktów spożywczych są zdecydowanie wyższe niż w Polsce, jednak zaopatrując się w sklepach dyskontowych nie rozbije się banku – tutejszy Lidl ma produkty bardzo dobrej jakości. Warto zaglądać do małych lokalnych sklepów, Walijskie łakocie tylko czekają.

Większość połączeń kolejowych w Walii obsługuje przewoźnik Arriva, obowiązuje konieczność rezerwacji miejsc na rower. Zwyczajowo na wagon przypadają 2-4 miejsca na odstawienie roweru. Na mniejszych trasach składy miewają tylko 3 wagony, więc warto zorganizować bilety wcześniej. Konduktor ma prawo odmowy wpuszczenia rowerzysty bez ważnej rezerwacji na rower w przypadku braku wolnych miejsc. Chociaż to też ludzie i zazwyczaj są pomocni.

Latem należy być przygotowanym na atak muszek tzw. midges – moskitiera lub środek odstraszający (najlepiej oba!) wskazane.
 Piękno pasma Snowdonii zasługuje na odrębny wyjazd – najlepiej z plecakiem.

 

Advertisements

Comment

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s